Concetta i Terrenzio wyjeżdżając w poniedziałkowe przedpołudnie,
poprosili dzieci, żeby były grzeczne podczas dwóch dni ich nieobecności. Wówczas
spojrzenie pana Passante zatrzymało się zwłaszcza na najstarszej córce,
ponieważ doskonale znał Marisę i zdawał sobie sprawę, iż była ona niczym czynny
wulkan, który nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Jednakże zapewnienie, że z
Vivie zajmą się wszystkim, jakby pozwoliło mu i jego małżonce spokojnie
wyruszyć w dwugodzinną podróż, do miasta w północno-zachodniej części Włoch.
W okolicach
południa, w domu przy Via Sesto Calende, panowała niesłychana cisza, a Vivienne
Wainwright leżała w pokoju z przyciśniętym do ucha iPhonem
– Wszystko w
porządku? Kiedy wracasz do Miami? – Usłyszała rozochocony głos swojej
przyjaciółki, Penny. – Wszyscy za tobą tęsknimy, a Sebastian…
– W niedzielę
z rana. – Ucięła, tym samym uniemożliwiając Penelope Chambers dokończenie
rozpoczętego zdania. – W sobotę w nocy mam samolot. – Wyjaśniła przewracając
się na plecy, a długie, blond włosy rozłożyły się falami na pościeli.
Pomimo
początkowej, niewyobrażalnie wielkiej chęci szybkiego powrotu na Florydę, na
chwilę obecną całokształt uległ zmianie, a entuzjazm jakoby zanikł.
– Uhm –
mruknęła, a jasnowłosa oczyma wyobraźni widziała grymaśny wyraz twarzy, Penny.
– Vivienne… Ten Włoch to tak na serio? – spytała wreszcie.
– Tak…
Przynajmniej tak sądzę – odparła bez wahania.
– Jesteś moją
najlepszą przyjaciółką, ale Sebastian to mój brat i nie chcę, by ktokolwiek go
zranił. Dlatego jeżeli… No wiesz, gdyby wam nie wyszło, nie chciałabym, abyś
wracała na kolanach do Sebastiana i próbowała odzyskać to, co już prawie
zaprzepaściłaś. – Tonacja jej głosu stała się zdecydowanie bardziej szorstka,
niż dotychczas. – Nic cię nie obchodzi, jak…
– Okej, nie
musisz się wysilać, bo już wiem, co zamierzasz powiedzieć. Chcę żebyśmy z
Sebastianem pozostali przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi, niczym więcej. W każdym
bądź razie porozmawiam z nim po powrocie. – Przymknęła na chwilę powieki, lecz
gdy po chwili je otwarła, wpatrywała się w sufit. – Penny, muszę już kończyć. Clarissa
mnie woła. – Skłamała, licząc na szybkie zakończenie niezręcznej rozmowy.
Tymczasem
Marisa z podciągniętymi kolanami pod brodę, siedziała w wygodnym fotelu z uwagą
obserwując Fabrizio. Chłopak ze splecionymi palcami zajmował miejsce na
miękkiej sofie w salonie państwa Passante, bezcelowo wpatrując się w ciemny
odbiornik telewizyjny.
Doskonale
wiedziała, że pomimo wszelkich starań pozostawali w martwym punkcie, gdyż
niepokojące zachowanie rodziców dziewczyny było nadal niewyjaśnione.
Zastanawiała się nawet, czy nie powinna zwyczajnie zażądać od rodzicieli
konkretnego wyjaśnienia, bowiem Concetta i Terrenzio mieli obowiązek zapoznać
swe pociechy z prawdą – czymkolwiek by nie była.
Niespodziewanie
z piętra zbiegła uśmiechnięta Clarissa, która przed dwoma godzinami znudzona
swoim własnym towarzystwem zamknęła się w sypialni swoich rodziców. Przechodząc
przez próg kuchni zwolniła a otwierając srebrnego koloru lodówkę wyciągnęła
pęczek pomarańczowych warzyw.
– Pomocy –
jęknęła błagalnie. Wyglądając z kuchni, zerknęła na cicho siedzącą dwójkę, siłując
się z wyciągnięciem marchewek z zafoliowanego pojemnika.
– Moja
najważniejsza na całym szerokim świecie siostrzyczka jest trochę niekompetentna
– rzuciła z przekąsem brunetka, obserwując starania Clarissy.
– Daj, pomogę
ci, Clarisso. – Zaoferował Fabrizio, wszelkimi siłami powstrzymując się od
rzucenia zbędnym komentarzem. – Musisz… – zaczął, lecz gdy jednym ruchem
rozerwał folię, ściągnął brwi zerkając z uśmiechem na Clarissę. – No cóż…
Dziewczynka
ukazując mleczne zęby w szerokim wyrazie zadowolenia, ruszyła swobodnie za
chłopakiem. Dziewiętnastolatek podszedł do zlewozmywaka, a uprzednio
podciągnąwszy rękawy czerwonej bluzy, zanurzył ręce pod zimną wodą. Z kolei zaś
Clarissa stając na palcach, oparła łokcie na blacie szafy obserwując jego
poczynania.
– Fabrizio! – Pisnęła,
a spojrzenie jego czekoladowych oczu powędrowało ku niej. – Powiedz mi, czy
może tak być, żeby jakaś dziewczyna miała dwóch tatusiów?
– Hę? –
spytał, przerywając płukanie warzyw i znacząco zerknął w stronę zaskoczonej
Marisy, która przysiadła na wysokim krześle przy kuchennej wysepce. – Co ty
opowiadasz, szkrabie?
– Pytam, czy
to możliwe, żeby jakaś dziewczyna miała dwóch tatusiów? – powtórzyła, wpatrując
się bystrymi oczętami w rumianą twarz Włocha.
– Oczywiście,
że nie! – odpowiedział, kątem oka obserwując zamyśloną twarz Marisy. – Każdy ma
tylko jednego tatę i jedną mamę.
– Kto ma dwóch
tatusiów, Clarisso? – spytała bezbarwnym głosem Risa. Odnosząc wrażenie, że
nogi ma z waty, a przed oczami mgłę, wstała i stanęła za plecami siostry. W
końcu do niej dotarło.
– Myślę, że
Vivienne – powiedziała niczego nieświadoma dziewięciolatka, obserwując na
przemian twarz Fabrizio oraz Marisy. – Vivienne ma tatę w Miami i naszego tatę.
– Żartujesz
sobie? – spytał Fab, zachowując absolutną powagę.
– Wczoraj
wieczorem mama powiedziała do taty: „zajmij się może trochę Vivienne, w końcu
to twoja córka”. Była bardzo zła, że tatuś znowu musi wyjechać zostawiając ją
samą. – Uśmiechnęła się nieznacznie, krzyżując ramiona. – No i co? Widzicie, że
tak może być!
Marisa nabierając
powietrza zaczesała czarne włosy do tyłu, równocześnie opierając się o blat
szafki. Skoro matka mówiła, że ma dość całej sytuacji tłumaczyłoby to
niespodziewaną chęć wyjazdu Concetty w sprawach zawodowych męża. Terry znów musiał
zostawić ją ze swoją trzecią córką, którą – jak się ukazuje – była
Vivienne Wainwright.
Fabrizio
pośpiesznie dokończył zaczętą pracę, tym samym pozwalając Clarissie udać się z
powrotem do sypialni. Wytarłszy ręce w ręcznik zaobserwował malującą się na
twarzy brunetki rozpacz. Natomiast dziewczyna nie czekając dłużej, delikatnie
wtuliła się w ciepłe ciało chłopaka, a oparłszy głowę na jego ramieniu poczuła
się jak mała istotka, która nie chciała, aby wypuścił ją kiedykolwiek z ramion.
– Oczywiście,
że tak może być – szepnęła tuż przy jego lewym uchu. – A nawet jestem pewna, że
to prawda – dodała, pozostając w ciągłym oszołomieniu.
Myśli Marisy pracowały
na zdwojonych obrotach i kluczowym pytaniem stało się: „czy Vivienne
przyjechała do Mediolanu, wiedząc o wszystkim”? Niestety nie było to takie
oczywiste, a Fabrizio stwierdził, że nie i rozważnie polecił przyjaciółce, żeby
nic nie mówiła o zaistniałym epizodzie, aż do powrotu rodziców.
Poniedziałkowe niebo miało ciemną
barwę zaśniedziałej miedzi i przyozdobiło się w miliony srebrnych gwiazd
jaśniejących na czarnej otchłani. Vivienne Wainwright zrzucając z nóg buty
rozejrzała się uważnie po mieszkaniu.
Ściany ładnie
wykończonego salonu, pokryte były pastelowymi barwami, a na wschodnim murze
pokoju widniał rosły plakat przedstawiający piłkarzy, Interu Mediolan. Oprócz kremowej
sofy dostrzegła niewysoki stolik z kolorowym magazynem, regał wypełniony stertą
plików oraz kontrastujący zestaw mebli modułowych, wśród których ustawiony
został telewizor płaskoekranowy.
Zatrzymując
wzrok na aneksie kuchennym, zmierzyła wzrokiem posturę stojącego przy blacie
piłkarza zawzięcie szukającego czegoś po szafkach. Mrużąc nieznacznie powieki,
delikatnie zgryzła dolną wargę i podążyła wzdłuż półek komody, skąd z posrebrzanych
oprawek uśmiechały się do niej nieznane osoby.
– Obejrzymy
jakiś film? – Usłyszała ciepły baryton, tuż nad lewym uchem. Odwróciwszy się,
ujrzała Davide z butelką czerwonego wina.
– Możemy. – Uniosła
kąciki ust w górę.
– Horror? –
spytał, siłując się z korkiem.
– Komedię
romantyczną. – Wytknęła mu język i wygodnie rozsiadła się na miękkiej,
skórzanej sofie. – Z napisami. – Zażyczyła sobie, bowiem uznała, że zrozumienie
filmu z podwójną wersją językową było niewykonywalne.
Skinął tylko
głową, a następnie przyniósł laptopa ustawiając urządzenie na wykonanym z
jasnego drewna stoliku. Dziewczyna przeglądając stronę z dostępnymi
produkcjami, przez dłuższą chwilę nie mogła zdecydować się na odpowiedni film.
W ostateczności wybrała coś z Adamem Sandlerem w roli głównej, po czym brunet
podał jej kieliszek i nalał do niego wina.
Po pierwszych
minutach uświadomił sobie, iż całkowitą uwagę skupiał na siedzącej obok
dziewczynie zamiast na filmie. Tak po prostu – cieszył się z jej obecności i
bliskości. Wbrew pozorom znakomicie zdawał sobie sprawę, że niedługo wszystko
ulegnie zmianom.
Z częstych
rozmów zdołał już poznać najbliższe otoczenie Vivienne: szaloną, ale równie lojalną
i oddaną przyjaciółkę Penelope; despotyczną, Victorię, próbującą dyrygować wolą
córki oraz zabawnego i niezmiernie wyluzowanego Matthew’a, z którym ostatnimi
czasy więzi niestety oziębły. Opowiadali nawet o swoim młodszym rodzeństwie o
Christopherze i Enrico, ale także snuli marzenia i spekulowali, dokąd zajdą w
życiu. Póki co swoją przyszłość wiązał ze sportem zaś, jeśli chodziło o
Vivienne otwarcie przyznawała, że nie bardzo wie, co przyniesie jej następny
rok. Przede wszystkim ta niepewność jednak jej nie niepokoiła, przez co
podziwiał ją jeszcze bardziej.
– To niesprawiedliwe! – mruknęła
niezadowolona, śledząc uważnie napisy końcowe. – Dlaczego życie nie jest takie
proste? – spytała sceptycznie.
– Bo życie to
nie film – odparł spokojnie, dopijając resztki z kieliszka i przenosząc wzrok
na opartą o jego tors blondynkę.
– Och, wiesz,
co mam na myśli. – Na chwilę przymknęła oczy, a potem zwróciła ku niemu
zamyśloną twarz, z której nie potrafił wyczytać żadnych emocji.
Przypomniawszy
sobie rozmowę z Penny, nie miała pojęcia, co sądzić o tym wszystkim, co wydarzyło
się w przeciągu ostatnich kilku dni. Czy związek na odległość istnieje? W Miami
czekały na nią szkoła przyjaciele i rodzina – nie mogła zrezygnować ze
wszystkich planów, jednak w gruncie rzeczy obawiała się, że bardziej
kochałaby wyobrażenia, myśli i samą tęsknotę niż Davide. Czy to przetrwa? Czy oni
przetrwają? Czy to uczucie jest na tyle silne, by móc zdzierżyć taką rozłąkę? A
nawet, jeżeli tak to po skończeniu studiów musiałaby przenieść się do Europy,
zostawiając całą swą przeszłość na drugim krańcu świata. Czy właśnie tego
pragnęła?
– Wiem, że nie
będzie już tak samo – wyjaśniła.
– To nie
znaczy, że musi się skończyć.
– Tak się
mówi…
– Nietrudno
dostać się z Mediolanu do Miami. – Zauważył odstawiając pusty kieliszek na ławę
i zmarszczył brwi z troską. – To kilka godzin lotu. Nie muszę iść na piechotę.
–
Przyjechałbyś do mnie? – Usłyszała, że głos jej drży.
– Taki mam
zamiar – odparł pewnym siebie tonem.
– I
poszlibyśmy na mecz Miami Heat [1]?
Zaśmiał się, a
objąwszy ją ramieniem, skinął głową.
– Nie
wiem, dlaczego znowu cię to naszło. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie
będzie tak samo, ale to nie znaczy, że nie może być nawet lepiej – stwierdził
opanowanym tonem, lecz dostrzegając melancholijny uśmiech na jej twarzy, delikatnie
odsunął na bok kosmyk jej włosów. – Zresztą moje treningi nie trwają cały rok.
Są przerwy wiosną, latem i na Boże Narodzenie. No i liczę, że ty także przyjedziesz
w odwiedziny.
Vivienne wcale
nie była pewna, jak na to wszystko zareagowaliby jej rodzice, ale nic nie
odpowiedziała.
– Co się
dzieje? – zapytał. – Nie chcesz nawet spróbować?
– Oczywiście,
że chcę.
– To
znajdziemy jakiś sposób, żeby się udało, prawda? – Urwał na chwilę, delikatnie
gładząc jej policzek. – Naprawdę, chcę być z tobą, Vivienne. Jesteś
inteligentna, zabawna i uczciwa. Ufam ci. Wierzę w nas. Owszem, wyjeżdżasz, a
ja zostaję tutaj, ale to nic nie zmienia moich uczuć. Zależy mi na tobie.
Wiedziała, że
mówił szczerze, ale jakiś wewnętrzny głos pytał ją ile wakacyjnych miłostek
przetrwało próbę czasu. Odpowiedź była prosta: niewiele i nie miało to nic
wspólnego z uczuciami. Ludzie się zmieniają. Przeistaczają się ich cele i
dążenia. Jednakże myśl, że mogłaby go stracić była nie do zniesienia. Zakochała
się w nim – tego była pewna i gdy pochylił się, żeby ją pocałować, poddała mu
się całkowicie.
– Powiesz parę
słodkich słów, a ja mam się roztopić? – Przerwała, gdy jego usta zsunęły się na
jej smukłą szyję. – Wzruszyć? – kontynuowała z uśmiechem, wsuwając dłoń pod jego
koszulkę i przesuwając wzdłuż pleców.
– Byłoby miło.
Vivienne
przysunęła się bliżej, usiadła na niego okrakiem i podpierając łokcie na jego
barkach, zatopiła palce w jego czarnych włosach. Dade rozkoszując się jej
dotykiem i odczuwając przez cienki materiał koszulki ciepłe ciało, zauważył jak
ściągnęła z niego podkoszulek, po czym połączyła wargi z jego ustami.
Pogłębiając pocałunek, wsunął dłonie pod jej pośladki i unosząc, skierował się
do sypialni.
Kiedy ułożył
ją wygodnie na miękkim, dużym łóżku, zrozumiała, że nie miała się nad czym
zastanawiać, bowiem nadszedł ich moment i należało z niego skorzystać.
Chłopak
pragnął zanotować w pamięci każde doznanie, równolegle nie chcąc zapomnieć
smaku jej ust i słodkiego zapachu ciała. Wsunął ręce pod kolorową bokserkę
blondynki i najpierw znacząc niewielkie kręgi na brzuchu, podniósł jej ramiona
wyswabadzając z ubrania. Słysząc głośne bicie swojego serca, delikatnymi
muśnięciami, powolnie znaczył trasę spod dekoltu po zaróżowione policzki, przy
okazji pozbawiając się nawzajem reszty garderoby. Wtem poczuł, jak z każdą
chwilą coraz bardziej jej pragnął.
Vivie powoli przymknęła
powieki, czując jak delikatnie wszedł w nią, złączając przy tym ich usta w
namiętnym pocałunku. Odpływała do nierzeczywistej krainy, a zmierzała tam razem
z nim.
[1] – amerykański klub koszykarski
grający w lidze NBA.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz