Rozdział 18


Concetta i Terrenzio wyjeżdżając w poniedziałkowe przedpołudnie, poprosili dzieci, żeby były grzeczne podczas dwóch dni ich nieobecności. Wówczas spojrzenie pana Passante zatrzymało się zwłaszcza na najstarszej córce, ponieważ doskonale znał Marisę i zdawał sobie sprawę, iż była ona niczym czynny wulkan, który nigdy nie wiadomo, kiedy wybuchnie. Jednakże zapewnienie, że z Vivie zajmą się wszystkim, jakby pozwoliło mu i jego małżonce spokojnie wyruszyć w dwugodzinną podróż, do miasta w północno-zachodniej części Włoch.
W okolicach południa, w domu przy Via Sesto Calende, panowała niesłychana cisza, a Vivienne Wainwright leżała w pokoju z przyciśniętym do ucha iPhonem
– Wszystko w porządku? Kiedy wracasz do Miami? – Usłyszała rozochocony głos swojej przyjaciółki, Penny. – Wszyscy za tobą tęsknimy, a Sebastian…
– W niedzielę z rana. – Ucięła, tym samym uniemożliwiając Penelope Chambers dokończenie rozpoczętego zdania. – W sobotę w nocy mam samolot. – Wyjaśniła przewracając się na plecy, a długie, blond włosy rozłożyły się falami na pościeli.
Pomimo początkowej, niewyobrażalnie wielkiej chęci szybkiego powrotu na Florydę, na chwilę obecną całokształt uległ zmianie, a entuzjazm jakoby zanikł.
– Uhm – mruknęła, a jasnowłosa oczyma wyobraźni widziała grymaśny wyraz twarzy, Penny. – Vivienne… Ten Włoch to tak na serio? – spytała wreszcie.
– Tak… Przynajmniej tak sądzę – odparła bez wahania.
– Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, ale Sebastian to mój brat i nie chcę, by ktokolwiek go zranił. Dlatego jeżeli… No wiesz, gdyby wam nie wyszło, nie chciałabym, abyś wracała na kolanach do Sebastiana i próbowała odzyskać to, co już prawie zaprzepaściłaś. – Tonacja jej głosu stała się zdecydowanie bardziej szorstka, niż dotychczas. – Nic cię nie obchodzi, jak…
– Okej, nie musisz się wysilać, bo już wiem, co zamierzasz powiedzieć. Chcę żebyśmy z Sebastianem pozostali przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi, niczym więcej. W każdym bądź razie porozmawiam z nim po powrocie. – Przymknęła na chwilę powieki, lecz gdy po chwili je otwarła, wpatrywała się w sufit. – Penny, muszę już kończyć. Clarissa mnie woła. – Skłamała, licząc na szybkie zakończenie niezręcznej rozmowy.
Tymczasem Marisa z podciągniętymi kolanami pod brodę, siedziała w wygodnym fotelu z uwagą obserwując Fabrizio. Chłopak ze splecionymi palcami zajmował miejsce na miękkiej sofie w salonie państwa Passante, bezcelowo wpatrując się w ciemny odbiornik telewizyjny.
Doskonale wiedziała, że pomimo wszelkich starań pozostawali w martwym punkcie, gdyż niepokojące zachowanie rodziców dziewczyny było nadal niewyjaśnione. Zastanawiała się nawet, czy nie powinna zwyczajnie zażądać od rodzicieli konkretnego wyjaśnienia, bowiem Concetta i Terrenzio mieli obowiązek zapoznać swe pociechy z prawdą – czymkolwiek by nie była.
Niespodziewanie z piętra zbiegła uśmiechnięta Clarissa, która przed dwoma godzinami znudzona swoim własnym towarzystwem zamknęła się w sypialni swoich rodziców. Przechodząc przez próg kuchni zwolniła a otwierając srebrnego koloru lodówkę wyciągnęła pęczek pomarańczowych warzyw.
– Pomocy – jęknęła błagalnie. Wyglądając z kuchni, zerknęła na cicho siedzącą dwójkę, siłując się z wyciągnięciem marchewek z zafoliowanego pojemnika.
– Moja najważniejsza na całym szerokim świecie siostrzyczka jest trochę niekompetentna – rzuciła z przekąsem brunetka, obserwując starania Clarissy.
– Daj, pomogę ci, Clarisso. – Zaoferował Fabrizio, wszelkimi siłami powstrzymując się od rzucenia zbędnym komentarzem. – Musisz… – zaczął, lecz gdy jednym ruchem rozerwał folię, ściągnął brwi zerkając z uśmiechem na Clarissę. – No cóż…
Dziewczynka ukazując mleczne zęby w szerokim wyrazie zadowolenia, ruszyła swobodnie za chłopakiem. Dziewiętnastolatek podszedł do zlewozmywaka, a uprzednio podciągnąwszy rękawy czerwonej bluzy, zanurzył ręce pod zimną wodą. Z kolei zaś Clarissa stając na palcach, oparła łokcie na blacie szafy obserwując jego poczynania.
– Fabrizio! – Pisnęła, a spojrzenie jego czekoladowych oczu powędrowało ku niej. – Powiedz mi, czy może tak być, żeby jakaś dziewczyna miała dwóch tatusiów?
– Hę? – spytał, przerywając płukanie warzyw i znacząco zerknął w stronę zaskoczonej Marisy, która przysiadła na wysokim krześle przy kuchennej wysepce. – Co ty opowiadasz, szkrabie?
– Pytam, czy to możliwe, żeby jakaś dziewczyna miała dwóch tatusiów? – powtórzyła, wpatrując się bystrymi oczętami w rumianą twarz Włocha.
– Oczywiście, że nie! – odpowiedział, kątem oka obserwując zamyśloną twarz Marisy. – Każdy ma tylko jednego tatę i jedną mamę.
– Kto ma dwóch tatusiów, Clarisso? – spytała bezbarwnym głosem Risa. Odnosząc wrażenie, że nogi ma z waty, a przed oczami mgłę, wstała i stanęła za plecami siostry. W końcu do niej dotarło.
– Myślę, że Vivienne – powiedziała niczego nieświadoma dziewięciolatka, obserwując na przemian twarz Fabrizio oraz Marisy. – Vivienne ma tatę w Miami i naszego tatę.
– Żartujesz sobie? – spytał Fab, zachowując absolutną powagę.
– Wczoraj wieczorem mama powiedziała do taty: „zajmij się może trochę Vivienne, w końcu to twoja córka”. Była bardzo zła, że tatuś znowu musi wyjechać zostawiając ją samą. – Uśmiechnęła się nieznacznie, krzyżując ramiona. – No i co? Widzicie, że tak może być!
Marisa nabierając powietrza zaczesała czarne włosy do tyłu, równocześnie opierając się o blat szafki. Skoro matka mówiła, że ma dość całej sytuacji tłumaczyłoby to niespodziewaną chęć wyjazdu Concetty w sprawach zawodowych męża. Terry znów musiał zostawić ją ze swoją trzecią córką, którą – jak się ukazuje – była Vivienne Wainwright.
Fabrizio pośpiesznie dokończył zaczętą pracę, tym samym pozwalając Clarissie udać się z powrotem do sypialni. Wytarłszy ręce w ręcznik zaobserwował malującą się na twarzy brunetki rozpacz. Natomiast dziewczyna nie czekając dłużej, delikatnie wtuliła się w ciepłe ciało chłopaka, a oparłszy głowę na jego ramieniu poczuła się jak mała istotka, która nie chciała, aby wypuścił ją kiedykolwiek z ramion.
– Oczywiście, że tak może być – szepnęła tuż przy jego lewym uchu. – A nawet jestem pewna, że to prawda – dodała, pozostając w ciągłym oszołomieniu.
Myśli Marisy pracowały na zdwojonych obrotach i kluczowym pytaniem stało się: „czy Vivienne przyjechała do Mediolanu, wiedząc o wszystkim”? Niestety nie było to takie oczywiste, a Fabrizio stwierdził, że nie i rozważnie polecił przyjaciółce, żeby nic nie mówiła o zaistniałym epizodzie, aż do powrotu rodziców.

Poniedziałkowe niebo miało ciemną barwę zaśniedziałej miedzi i przyozdobiło się w miliony srebrnych gwiazd jaśniejących na czarnej otchłani. Vivienne Wainwright zrzucając z nóg buty rozejrzała się uważnie po mieszkaniu.
Ściany ładnie wykończonego salonu, pokryte były pastelowymi barwami, a na wschodnim murze pokoju widniał rosły plakat przedstawiający piłkarzy, Interu Mediolan. Oprócz kremowej sofy dostrzegła niewysoki stolik z kolorowym magazynem, regał wypełniony stertą plików oraz kontrastujący zestaw mebli modułowych, wśród których ustawiony został telewizor płaskoekranowy.
Zatrzymując wzrok na aneksie kuchennym, zmierzyła wzrokiem posturę stojącego przy blacie piłkarza zawzięcie szukającego czegoś po szafkach. Mrużąc nieznacznie powieki, delikatnie zgryzła dolną wargę i podążyła wzdłuż półek komody, skąd z posrebrzanych oprawek uśmiechały się do niej nieznane osoby.
– Obejrzymy jakiś film? – Usłyszała ciepły baryton, tuż nad lewym uchem. Odwróciwszy się, ujrzała Davide z butelką czerwonego wina.
– Możemy. – Uniosła kąciki ust w górę.
– Horror? – spytał, siłując się z korkiem.
– Komedię romantyczną. – Wytknęła mu język i wygodnie rozsiadła się na miękkiej, skórzanej sofie. – Z napisami. – Zażyczyła sobie, bowiem uznała, że zrozumienie filmu z podwójną wersją językową było niewykonywalne.
Skinął tylko głową, a następnie przyniósł laptopa ustawiając urządzenie na wykonanym z jasnego drewna stoliku. Dziewczyna przeglądając stronę z dostępnymi produkcjami, przez dłuższą chwilę nie mogła zdecydować się na odpowiedni film. W ostateczności wybrała coś z Adamem Sandlerem w roli głównej, po czym brunet podał jej kieliszek i nalał do niego wina.
Po pierwszych minutach uświadomił sobie, iż całkowitą uwagę skupiał na siedzącej obok dziewczynie zamiast na filmie. Tak po prostu – cieszył się z jej obecności i bliskości. Wbrew pozorom znakomicie zdawał sobie sprawę, że niedługo wszystko ulegnie zmianom.
Z częstych rozmów zdołał już poznać najbliższe otoczenie Vivienne: szaloną, ale równie lojalną i oddaną przyjaciółkę Penelope; despotyczną, Victorię, próbującą dyrygować wolą córki oraz zabawnego i niezmiernie wyluzowanego Matthew’a, z którym ostatnimi czasy więzi niestety oziębły. Opowiadali nawet o swoim młodszym rodzeństwie o Christopherze i Enrico, ale także snuli marzenia i spekulowali, dokąd zajdą w życiu. Póki co swoją przyszłość wiązał ze sportem zaś, jeśli chodziło o Vivienne otwarcie przyznawała, że nie bardzo wie, co przyniesie jej następny rok. Przede wszystkim ta niepewność jednak jej nie niepokoiła, przez co podziwiał ją jeszcze bardziej.
To niesprawiedliwe! – mruknęła niezadowolona, śledząc uważnie napisy końcowe. – Dlaczego życie nie jest takie proste? – spytała sceptycznie.
– Bo życie to nie film – odparł spokojnie, dopijając resztki z kieliszka i przenosząc wzrok na opartą o jego tors blondynkę.
– Och, wiesz, co mam na myśli. – Na chwilę przymknęła oczy, a potem zwróciła ku niemu zamyśloną twarz, z której nie potrafił wyczytać żadnych emocji.
Przypomniawszy sobie rozmowę z Penny, nie miała pojęcia, co sądzić o tym wszystkim, co wydarzyło się w przeciągu ostatnich kilku dni. Czy związek na odległość istnieje? W Miami czekały na nią szkoła przyjaciele i rodzina – nie mogła zrezygnować ze wszystkich planów, jednak w gruncie rzeczy obawiała się,  że bardziej kochałaby wyobrażenia, myśli i samą tęsknotę niż Davide. Czy to przetrwa? Czy oni przetrwają? Czy to uczucie jest na tyle silne, by móc zdzierżyć taką rozłąkę? A nawet, jeżeli tak to po skończeniu studiów musiałaby przenieść się do Europy, zostawiając całą swą przeszłość na drugim krańcu świata. Czy właśnie tego pragnęła?
– Wiem, że nie będzie już tak samo – wyjaśniła.
– To nie znaczy, że musi się skończyć.
– Tak się mówi…
– Nietrudno dostać się z Mediolanu do Miami. – Zauważył odstawiając pusty kieliszek na ławę i zmarszczył brwi z troską. – To kilka godzin lotu. Nie muszę iść na piechotę.
– Przyjechałbyś do mnie? – Usłyszała, że głos jej drży.
– Taki mam zamiar – odparł pewnym siebie tonem.
– I poszlibyśmy na mecz Miami Heat [1]?
Zaśmiał się, a objąwszy ją ramieniem, skinął głową.
– Nie wiem, dlaczego znowu cię to naszło. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie będzie tak samo, ale to nie znaczy, że nie może być nawet lepiej – stwierdził opanowanym tonem, lecz dostrzegając melancholijny uśmiech na jej twarzy, delikatnie odsunął na bok kosmyk jej włosów. – Zresztą moje treningi nie trwają cały rok. Są przerwy wiosną, latem i na Boże Narodzenie. No i liczę, że ty także przyjedziesz w odwiedziny.
Vivienne wcale nie była pewna, jak na to wszystko zareagowaliby jej rodzice, ale nic nie odpowiedziała.
– Co się dzieje? – zapytał. – Nie chcesz nawet spró­bować?
– Oczywiście, że chcę.
– To znajdziemy jakiś sposób, żeby się udało, prawda? – Urwał na chwilę, delikatnie gładząc jej policzek. – Naprawdę, chcę być z tobą, Vivienne. Jesteś inteligentna, zabawna i uczciwa. Ufam ci. Wierzę w nas. Owszem, wyjeżdżasz, a ja zostaję tutaj, ale to nic nie zmienia moich uczuć. Zależy mi na tobie.
Wiedziała, że mówił szczerze, ale jakiś wewnętrzny głos pytał ją ile wakacyjnych miłostek przetrwało próbę czasu. Odpowiedź była prosta: niewiele i nie miało to nic wspólnego z uczuciami. Ludzie się zmieniają. Przeistaczają się ich cele i dążenia. Jednakże myśl, że mogłaby go stracić była nie do zniesienia. Zakochała się w nim – tego była pewna i gdy pochylił się, żeby ją pocałować, poddała mu się całkowicie.
– Powiesz parę słodkich słów, a ja mam się roztopić? – Przerwała, gdy jego usta zsunęły się na jej smukłą szyję. – Wzruszyć? – kontynuowała z uśmiechem, wsuwając dłoń pod jego koszulkę i przesuwając wzdłuż pleców.
– Byłoby miło.
Vivienne przysunęła się bliżej, usiadła na niego okrakiem i podpierając łokcie na jego barkach, zatopiła palce w jego czarnych włosach. Dade rozkoszując się jej dotykiem i odczuwając przez cienki materiał koszulki ciepłe ciało, zauważył jak ściągnęła z niego podkoszulek, po czym połączyła wargi z jego ustami. Pogłębiając pocałunek, wsunął dłonie pod jej pośladki i unosząc, skierował się do sypialni.
Kiedy ułożył ją wygodnie na miękkim, dużym łóżku, zrozumiała, że nie miała się nad czym zastanawiać, bowiem nadszedł ich moment i należało z niego skorzystać.
Chłopak pragnął zanotować w pamięci każde doznanie, równolegle nie chcąc zapomnieć smaku jej ust i słodkiego zapachu ciała. Wsunął ręce pod kolorową bokserkę blondynki i najpierw znacząc niewielkie kręgi na brzuchu, podniósł jej ramiona wyswabadzając z ubrania. Słysząc głośne bicie swojego serca, delikatnymi muśnięciami, powolnie znaczył trasę spod dekoltu po zaróżowione policzki, przy okazji pozbawiając się nawzajem reszty garderoby. Wtem poczuł, jak z każdą chwilą coraz bardziej jej pragnął.
Vivie powoli przymknęła powieki, czując jak delikatnie wszedł w nią, złączając przy tym ich usta w namiętnym pocałunku. Odpływała do nierzeczywistej krainy, a zmierzała tam razem z nim. 

[1] – amerykański klub koszykarski grający w lidze NBA.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz