Dochodziła
godzina trzynasta. Wypełniające okręg horyzontu, niebo było bezchmurne,
spokojne i przejrzyste. W powietrzu unosił się przyjemny, a zarazem ożywiający
zapach.
Blondynka cicho
wzdychając, ułożyła głowę na ramieniu siedzącego obok chłopaka. Zmrużywszy oczy
obserwowała przejeżdżające w pobliżu samochody. W głowie miała spory mętlik, a
cały bałagan nasilał się, gdy pomyślała o córce włoskiego architekta.
Kilkakrotnie w minionych dniach próbowała z nią porozmawiać, jednakże ta nieustępliwie
unikała jej osoby.
– W piątek
pokłóciłeś się z Marisą przeze mnie, prawda? – spytała, gdyż owa myśl nie
dawała jej spokoju. Od niechcenia wyłapała wzrokiem szaro-czarnego kota,
wędrującego chodnikiem. – Davide? – Uniosła głowę, zerkając na niego.
– Nie. – Pokręcił
głową, unosząc nieznacznie kąciki ust. – Marisa czasem bywa trochę… Powściągliwa
przy pierwszym kontakcie. Ale jest bardzo serdeczna, gdy się ją lepiej pozna. Wiem,
że dla przyjaciół zrobiłaby wszystko. Naprawdę wszystko, ale w ostatnim czasie
nie było jej łatwo – ciągnął, mówiąc wiarygodnym tonem.
– Nie zależy
jej na dobrym, pierwszym wrażeniu? – Przechwyciła zamek czarnej, skórzanej
kurtki przemieszczając suwak w górę i dół. Davide wzruszył obojętnie ramionami.
– Tobie chyba również. – Uśmiechnęła się pod nosem, wspomnieniami wracając do wieczoru,
gdy poznała Santona. Gdyby wówczas ktokolwiek powiedział jej, że w ten sposób
potoczą się ich relacje, z pewnością wybuchłaby niepohamowanym śmiechem.
– Nie prawda!
– Zaśmiał się cicho, kręcąc głową. Chwyciwszy dziewczynę za rękę, wstali z
ławki kierując się w stronę stojącej przy drodze budki z lodami. – W
przeciwieństwie do niektórych, zależy mi na wrażeniu, jakie robię.
– Masz na
myśli mnie? – Uniosła brwi, lustrując twarz Włocha. Owszem, wiedziała, iż nie
wszyscy entuzjastycznie podchodzili do jej obecności, ale czy musiał to
przypominać?
– Oczywiście,
że nie. – Uśmiechnął się zaczepnie, wsuwając wolną dłoń do kieszeni dżinsów w
poszukiwaniu portfela z pieniędzmi. – Wszyscy są tobą urzeczeni.
– Och, to chyba
nie problem dla ciebie? – spytała z ironią w głosie, spoglądając na piłkarza
spod lekko zmrużonych powiek.
Uwolniwszy
swoją dłoń splotła ręce pod piersiami.
– Nie, ale tylko,
dlatego, że jestem wyjątkowy – skwitował.
– I strasznie
zarozumiały. – Uzupełniła za niego.
Choć była
świadoma tego, że tylko się z nią droczył wykonała kilka kroków do przodu. Nie
wiedziała, dlaczego, ale Davide momentami przywodził na myśl Paula. Szkolny
bawidamek, w którym niegdyś zakochała się bez pamięci, także należał do grupy aroganckich,
pyszałkowatych i pewnych swego. Z pewnością owe cechy nie kategoryzowały się
pod zalety, jednak w głębi liczyła, iż Dade nie jest stereotypowym Włochem.
Nagle poczuła
na szyi ciepły, lekko drażniący oddech, w pasie mocno objęły ją silne ręce, a
nozdrza wypełnił doskonale znajomy zapach męskich perfum. Wstrzymała chód, a z
nikłym uśmiechem ułożyła dłonie na mocno splecionym ramionach chłopaka, wokół
swej talii.
– Zamierzasz
zachowywać się tak przez cały dzień? – spytała, zerkając wymownie w górę.
Bezchmurne niebo przyozdobiły dwie wyraźne smugi pozostawione
przez samolot.
– Jak? –
Brunet wydawał się zaskoczony.
Kątem oka zerknęła
na twarz piłkarza.
– Jak ktoś, z
kim nie mam ochoty się całować?
Zamiast
odpowiedzieć, Davide sprawnie odwrócił sylwetkę dziewczyny w swoją stronę i
wszystko potoczyło się tak szybko, jak poprzednio. W jednej chwili wyczuła
męską dłoń na biodrze i szyi, a w następnej czułe muśnięcie ust. Wskroś
przeszył ją przyjemny dreszcz, a pomimo zaskoczona odwzajemniła jego pocałunek.
Nie dało się
ukryć, ale w tym chłopaku było coś, co niezmiernie emocjonowało Vivienne;
tajemniczość i kryjące się za nią niebezpieczeństwo. Uwielbiała tańczyć na
krawędzi, a to tylko czyniło zadanie znacznie trudniejszym.
– Masz ochotę
– stwierdził z cwanym uśmiechem. – A wcześniej nie miałem na myśli nic złego. –
Objął dłońmi twarz dziewczyny, po czym ucałował czubek jej głowy.
– Niech ci
będzie, ale następnym razem uważaj na to, co mówisz. – Uniosła wysoko brwi, a
ponownie wplatając swoje palce w jego dłoń, ruszyli przed siebie. – Teraz
powiedz, na jaki pomysł wpadł, Fabrizio…
W niedzielny
wieczór jedyną niezadowoloną stroną mogła być Marisa, która została zmuszona
ścierpieć wspólne towarzystwo Vivienne i Davide. Pomysł Fabrizio z pewnością
przypadł do gustu, Davide, dlatego też bez oporów przystał na rzuconą
mimochodem propozycję. Wyjście do kręgielni oraz pobliskiego klubu było idealną
sposobnością, aby dziewczyny mogły zakopać topór wojenny. Słuchając opowieści o
ekscentrycznych podejrzeniach Marisy odnośnie Amerykanki i własnego ojca, nie
rozumiał skąd w przyjaciółce nagromadziła się taka zawiść i niechęć do drugiego
człowieka.
Było kilkanaście
minut przed godziną dwudziestą, a słońce wysyłało coraz słabsze promienie
słoneczne na ląd. Pomału chyliło się ku zachodowi. Srebrny samochód zatrzymał
się na parkingu, a Viv wysiadając z pojazdu, obciągnęła błękitną sukienkę na uda.
Zaczesawszy za ucho burzę loków, zerknęła w kierunku Marisy nieustannie
wygładzającej dłonią dopasowany do szczupłej sylwetki strój. Kiedy przeszła
koło niej bez słowa, ze zrezygnowaniem zerknęła na Davide, rzucającego jej
znaczące spojrzenie.
Lokal wewnątrz
należał do nowoczesnych, a sama konstrukcja wskazywała, iż kręgielnia powstała
niedawno. Niebieskooka oparłszy się łokciem o podłużną ladę, zdołała zauważyć,
iż trzy tory z ośmiu dostępnych, zostały już zajęte. Muzyczna mieszanka
największych przebojów wypełniała przestronne pomieszczenie, a w połączeniu z
kolorowym oświetleniem nadawała pomieszczeniu niepowtarzalny klimat.
W oddali
odnalazła obszar wypełniony wieloma, różnorodnymi automatami do gier
zręcznościowych, symulatorami, kilkoma stołami do bilarda, cymbergaja i
snookera. Ciekawa aranżacja przestrzeni pomagała stworzyć specyficzną,
przyjemną atmosferę grającej aktualnie parze. Uśmiechnęła się pod nosem,
wędrując wspomnieniami do klubu bilardowego na promenadzie w Miami, gdzie ze
znajomymi często grywali w Air-Hookey’a, poprzedzając każdą partię zwariowanym
zakładem.
– Nie założę
tego. To niehigieniczne. – Usłyszała zirytowany głos Marisy, gdy Davide podał
jej zapożyczone, lecz wymagane obuwie do gry w bowling. – Tylko żartowałam. Nie
denerwuj się – dodała pośpiesznie, gdy spostrzegła karcące spojrzenie
przyjaciela. Z wyczuwalną ostrożnością, przechwyciła czerwono-niebieskie buty i
skierowała się w stronę wypożyczonego, siódmego toru.
Dwadzieścia
pięć minut później na plazmowym telewizorze, imię Fabrizio widniało na
pierwszym miejscu po uzyskaniu dwóch strików. Jednakże reszta nie traciła, ani
na chwilę nadziei, szczególnie Davide, który póki, co uplasował się na godnej,
drugiej pozycji, przegrywając zaledwie kilkoma punktami z przyjacielem.
Vivienne nie
przejmując się faktem, iż jej imię wyświetlane było jako ostatnie, wzięła
głęboki oddech i ruszyła w stronę stoliku przy wynajętym torze. Usiadłszy
naprzeciwko Marisy sączącej przez słomkę sok pomarańczowy złączyła nerwowo
palce obu dłoni. W końcu miała okazję porozmawiać z córką architekta, gdyż
tutaj nie była w stanie jej spławić.
– Nie mamy z
nimi szans, prawda? – spytała Vivie, chcąc w jakikolwiek sposób nawiązać
rozmowę z Risą, podczas gdy z głośników wydobyła się znana melodia „Waka Waka”,
Shakiry. Zmrużyła delikatnie oczy, gdy brunetka po kilku początkowych wersach
utworu, nie oderwała wzroku od wykonującego swój rzut Santona. – Marisa,
przestańmy zachowywać się jak dzieci. – Poprosiła, lekko poirytowana jej
zachowaniem.
Mundialowy hit
przeszył uradowany okrzyk Davide, gdyż miano piłkarza niespodziewanie
przeskoczyło na pierwszą pozycję. Stojący obok Falcone, zmrużył oczy, zawzięcie
łypiąc na Włocha, po czym przebierając kolorowe kule próbował odnaleźć tą o
odpowiedniej masie. Następnie oczekując ustawienia kręgli w trójkąt na końcu
toru z wypisanym zainteresowaniem na twarzy, zerknął w stronę stolika.
– Nie chcę być
twoją nieprzyjaciółką – oznajmiła ostatecznie Viv, chwilowo zastanawiając się
czy wypowiedziane zdanie jest gramatycznie poprawne. – Uwierz, że mi także jest
trudno odnaleźć się w tej całej sytuacji – kontynuowała. – Zostawiłam rodzinę i
przyjaciół na drugim końcu świata. Naprawdę za nimi tęsknię, kiedy ty masz
wszystkich na wyciagnięcie ręki. Nie chcę psuć waszych relacji, więc jeśli
chcesz wycofam się – wyrzuciła z siebie, zerkając znacząco w stronę
rozentuzjazmowanych Włochów.
Czekoladowe
tęczówki dziewczyny w końcu padły na twarz blondynki. Owszem, zazdrość
całkowicie przemawiała przez jej osobę a w tym momencie na język cisnęła się
wyłącznie jedna, wiele znacząca odpowiedź: „tak, chcę”. Jednak musiała
powstrzymać własne chęci i uprzedzenia, ponieważ wiedziała, iż wtedy Davide
mógłby nie wybaczyć jej tego dziecinnego i egoistycznego zachowania, nawet, jeżeli
ich przyjaźń trwała od dawna.
Z drugiej
strony, Marisie, nawet nie przeszło przez myśl, iż Amerykance nadgorliwi
rodzice także narzucili towarzystwo na dwa tygodnie. Przecież podobnie jak ona
mogła posiadać własne plany, które skrzyżowały się z decyzją rodzicieli. Obie
miały po siedemnaście lat i być może rodzice obydwóch mieli ten sam dziwny
zwyczaj decydowania o życiu swoich córek, bez brania pod uwagę ich pragnień.
– Davide to przecież
nie twój chłopak, prawda. – Bardziej stwierdziła, niźli spytała. Zaciskając
usta w wąską linię, chwyciła swój plastikowy kubeczek z jabłkowym sokiem,
zamówionym w miejscowej bufecie.
Czarnowłosa
ściągnęła brwi, równocześnie zgryzając delikatnie dolną wargę. Zrozumiała, że
chociaż Amerykanka chciała się podobać, nie miała najmniejszego zamiaru
wchodzić jej w drogę. Poza tym Fabrizio z pewnością miał rację: Vivienne zależało
na Davide, a więc jakikolwiek, bliższy kontakt z Terrenzio, nie wchodził w
rachubę. Zresztą ojciec nie byłby do tego zdolny. Karcąc własne myśli posłała
nikły uśmiech blondynce.
– Davide to mój
przyjaciel. Mój najlepszy przyjaciel – odpowiedziała w końcu, starając się
wymawiać słowa jak najwyraźniej. – Ale nie jesteśmy zakochani i nigdy nie
byliśmy parą – uzupełniła, podrygując delikatnie głową.
– Hm… A
Fabrizio? – Uniosła nieznacznie brwi w górę.
Viv w
pierwszych dniach pobytu w Mediolanie odniosła dziwne wrażenie, iż ta dwójka
miała się ku sobie. Doskonale wiedziała, że często damsko-męska przyjaźń
przeradzała się w coś więcej. Jednak, aby nie zniweczyć tej głębokiej więzi podstawą było to, aby obie osoby świadomie i z
wielkim pragnieniem przechodziły do związku.
– Z Fabrizio
jest podobnie. – Dostrzegła lekkie rumieńce pod jej opalenizną oraz wzrok
uciekający na ekran telewizora, gdzie ciągle królował Dade. – A ty? Jesteś
zakochana? – spytała, obserwując zawiedzionego Fabrizio, który po dwóch
oddanych rzutach strącił wyłącznie pięć kręgli. – Chciałabym, żebyś powiedziała
mi prawdę.
– Zakochana? –
powtórzyła czując wywracający się żołądek.
– No wiesz… Ty
i Davide? To tak na poważnie?
Nie była
pewna, czy dobrze zrozumiała, ale Marisa spojrzała na nią uważnie. Oczekiwała
uczciwej odpowiedzi, ale Vivienne nie miała pojęcia, co mówiło serce. Niestety
w tak krótkim okresie czasu nie potrafiła sprecyzować własnych uczuć, choć
świadomie wiedziała, że przywiązała się do obecności Davide. Tylko czy to
wystarczało, aby mówić o zakochaniu?
W ogóle, co
miała teraz do stracenia? Przecież nawet, jeżeli zakochała się w Dade to mimo szczerych
chęci dzieląca odległość Miami od Mediolanu zrobiłaby swoje. Czy wierzyła w związki
na odległość? Wprawdzie nigdy wcześniej nad tym nie myślała, ponieważ
dotychczasowi partnerzy zamieszkiwali jej rodzinne miasto.
– Marisa,
teraz twoja kolej.
Niespodziewanie
przy stoliku zjawił się uradowany Santon, dzięki czemu blondynka wyraźnie
odetchnęła z ulgą. Nie miała ochoty na rozmowę na ten temat, dopóty sama nie
rozezna się we własnym sercu i rozumie. Piłkarz zajął miejsce tuż obok
Vivienne, a posyłając serdeczny uśmiech Marisie, objął blondynkę ramieniem. Gdy
Passante spokojnym krokiem pomaszerowała w kierunku kul, dziewczyna odchyliła
głowę do tyłu, lekko opierając tył karku o bark piłkarza i cicho westchnęła.
– Mam
nadzieję, że się znowu nie pokłóciłyście? – spytał.
Pokręciła
głową. Unikając podejrzliwego spojrzenia bruneta, w głowie huczały jej słowa
Risy. Wyczuwszy przelotne muśnięcie ust na swoim policzku, przybrała na twarzy
śladowy uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz