Rozdział 16


Dochodziła godzina trzynasta. Wypełniające okręg horyzontu, niebo było bezchmurne, spokojne i przejrzyste. W powietrzu unosił się przyjemny, a zarazem ożywiający zapach.
Blondynka cicho wzdychając, ułożyła głowę na ramieniu siedzącego obok chłopaka. Zmrużywszy oczy obserwowała przejeżdżające w pobliżu samochody. W głowie miała spory mętlik, a cały bałagan nasilał się, gdy pomyślała o córce włoskiego architekta. Kilkakrotnie w minionych dniach próbowała z nią porozmawiać, jednakże ta nieustępliwie unikała jej osoby.
– W piątek pokłóciłeś się z Marisą przeze mnie, prawda? – spytała, gdyż owa myśl nie dawała jej spokoju. Od niechcenia wyłapała wzrokiem szaro-czarnego kota, wędrującego chodnikiem. – Davide? – Uniosła głowę, zerkając na niego.
– Nie. – Pokręcił głową, unosząc nieznacznie kąciki ust. – Marisa czasem bywa trochę… Powściągliwa przy pierwszym kontakcie. Ale jest bardzo serdeczna, gdy się ją lepiej pozna. Wiem, że dla przyjaciół zrobiłaby wszystko. Naprawdę wszystko, ale w ostatnim czasie nie było jej łatwo – ciągnął, mówiąc wiarygodnym tonem.
– Nie zależy jej na dobrym, pierwszym wrażeniu? – Przechwyciła zamek czarnej, skórzanej kurtki przemieszczając suwak w górę i dół. Davide wzruszył obojętnie ramionami. – Tobie chyba również. – Uśmiechnęła się pod nosem, wspomnieniami wracając do wieczoru, gdy poznała Santona. Gdyby wówczas ktokolwiek powiedział jej, że w ten sposób potoczą się ich relacje, z pewnością wybuchłaby niepohamowanym śmiechem.
– Nie prawda! – Zaśmiał się cicho, kręcąc głową. Chwyciwszy dziewczynę za rękę, wstali z ławki kierując się w stronę stojącej przy drodze budki z lodami. – W przeciwieństwie do niektórych, zależy mi na wrażeniu, jakie robię.
– Masz na myśli mnie? – Uniosła brwi, lustrując twarz Włocha. Owszem, wiedziała, iż nie wszyscy entuzjastycznie podchodzili do jej obecności, ale czy musiał to przypominać?
– Oczywiście, że nie. – Uśmiechnął się zaczepnie, wsuwając wolną dłoń do kieszeni dżinsów w poszukiwaniu portfela z pieniędzmi. – Wszyscy są tobą urzeczeni.
– Och, to chyba nie problem dla ciebie? – spytała z ironią w głosie, spoglądając na piłkarza spod lekko zmrużonych powiek.
Uwolniwszy swoją dłoń splotła ręce pod piersiami.
– Nie, ale tylko, dlatego, że jestem wyjątkowy – skwitował.
– I strasznie zarozumiały. – Uzupełniła za niego.
Choć była świadoma tego, że tylko się z nią droczył wykonała kilka kroków do przodu. Nie wiedziała, dlaczego, ale Davide momentami przywodził na myśl Paula. Szkolny bawidamek, w którym niegdyś zakochała się bez pamięci, także należał do grupy aroganckich, pyszałkowatych i pewnych swego. Z pewnością owe cechy nie kategoryzowały się pod zalety, jednak w głębi liczyła, iż Dade nie jest stereotypowym Włochem.
Nagle poczuła na szyi ciepły, lekko drażniący oddech, w pasie mocno objęły ją silne ręce, a nozdrza wypełnił doskonale znajomy zapach męskich perfum. Wstrzymała chód, a z nikłym uśmiechem ułożyła dłonie na mocno splecionym ramionach chłopaka, wokół swej talii.
– Zamierzasz zachowywać się tak przez cały dzień? – spytała, zerkając wymownie w górę. Bezchmurne niebo przyozdobiły dwie wyraźne smugi pozostawione przez samolot.
– Jak? – Brunet wydawał się zaskoczony.
Kątem oka zerknęła na twarz piłkarza.
– Jak ktoś, z kim nie mam ochoty się całować?
Zamiast odpowiedzieć, Davide sprawnie odwrócił sylwetkę dziewczyny w swoją stronę i wszystko potoczyło się tak szybko, jak poprzednio. W jednej chwili wyczuła męską dłoń na biodrze i szyi, a w następnej czułe muśnięcie ust. Wskroś przeszył ją przyjemny dreszcz, a pomimo zaskoczona od­wzajemniła jego pocałunek.
Nie dało się ukryć, ale w tym chłopaku było coś, co niezmiernie emocjonowało Vivienne; tajemniczość i kryjące się za nią niebezpieczeństwo. Uwielbiała tańczyć na krawędzi, a to tylko czyniło zadanie znacznie trudniejszym.
– Masz ochotę – stwierdził z cwanym uśmiechem. – A wcześniej nie miałem na myśli nic złego. – Objął dłońmi twarz dziewczyny, po czym ucałował czubek jej głowy.
– Niech ci będzie, ale następnym razem uważaj na to, co mówisz. – Uniosła wysoko brwi, a ponownie wplatając swoje palce w jego dłoń, ruszyli przed siebie. – Teraz powiedz, na jaki pomysł wpadł, Fabrizio…

W niedzielny wieczór jedyną niezadowoloną stroną mogła być Marisa, która została zmuszona ścierpieć wspólne towarzystwo Vivienne i Davide. Pomysł Fabrizio z pewnością przypadł do gustu, Davide, dlatego też bez oporów przystał na rzuconą mimochodem propozycję. Wyjście do kręgielni oraz pobliskiego klubu było idealną sposobnością, aby dziewczyny mogły zakopać topór wojenny. Słuchając opowieści o ekscentrycznych podejrzeniach Marisy odnośnie Amerykanki i własnego ojca, nie rozumiał skąd w przyjaciółce nagromadziła się taka zawiść i niechęć do drugiego człowieka.
Było kilkanaście minut przed godziną dwudziestą, a słońce wysyłało coraz słabsze promienie słoneczne na ląd. Pomału chyliło się ku zachodowi. Srebrny samochód zatrzymał się na parkingu, a Viv wysiadając z pojazdu, obciągnęła błękitną sukienkę na uda. Zaczesawszy za ucho burzę loków, zerknęła w kierunku Marisy nieustannie wygładzającej dłonią dopasowany do szczupłej sylwetki strój. Kiedy przeszła koło niej bez słowa, ze zrezygnowaniem zerknęła na Davide, rzucającego jej znaczące spojrzenie.
Lokal wewnątrz należał do nowoczesnych, a sama konstrukcja wskazywała, iż kręgielnia powstała niedawno. Niebieskooka oparłszy się łokciem o podłużną ladę, zdołała zauważyć, iż trzy tory z ośmiu dostępnych, zostały już zajęte. Muzyczna mieszanka największych przebojów wypełniała przestronne pomieszczenie, a w połączeniu z kolorowym oświetleniem nadawała pomieszczeniu niepowtarzalny klimat.
W oddali odnalazła obszar wypełniony wieloma, różnorodnymi automatami do gier zręcznościowych, symulatorami, kilkoma stołami do bilarda, cymbergaja i snookera. Ciekawa aranżacja przestrzeni pomagała stworzyć specyficzną, przyjemną atmosferę grającej aktualnie parze. Uśmiechnęła się pod nosem, wędrując wspomnieniami do klubu bilardowego na promenadzie w Miami, gdzie ze znajomymi często grywali w Air-Hookey’a, poprzedzając każdą partię zwariowanym zakładem.
– Nie założę tego. To niehigieniczne. – Usłyszała zirytowany głos Marisy, gdy Davide podał jej zapożyczone, lecz wymagane obuwie do gry w bowling. – Tylko żartowałam. Nie denerwuj się – dodała pośpiesznie, gdy spostrzegła karcące spojrzenie przyjaciela. Z wyczuwalną ostrożnością, przechwyciła czerwono-niebieskie buty i skierowała się w stronę wypożyczonego, siódmego toru.
Dwadzieścia pięć minut później na plazmowym telewizorze, imię Fabrizio widniało na pierwszym miejscu po uzyskaniu dwóch strików. Jednakże reszta nie traciła, ani na chwilę nadziei, szczególnie Davide, który póki, co uplasował się na godnej, drugiej pozycji, przegrywając zaledwie kilkoma punktami z przyjacielem.
Vivienne nie przejmując się faktem, iż jej imię wyświetlane było jako ostatnie, wzięła głęboki oddech i ruszyła w stronę stoliku przy wynajętym torze. Usiadłszy naprzeciwko Marisy sączącej przez słomkę sok pomarańczowy złączyła nerwowo palce obu dłoni. W końcu miała okazję porozmawiać z córką architekta, gdyż tutaj nie była w stanie jej spławić.
– Nie mamy z nimi szans, prawda? – spytała Vivie, chcąc w jakikolwiek sposób nawiązać rozmowę z Risą, podczas gdy z głośników wydobyła się znana melodia „Waka Waka”, Shakiry. Zmrużyła delikatnie oczy, gdy brunetka po kilku początkowych wersach utworu, nie oderwała wzroku od wykonującego swój rzut Santona. – Marisa, przestańmy zachowywać się jak dzieci. – Poprosiła, lekko poirytowana jej zachowaniem.
Mundialowy hit przeszył uradowany okrzyk Davide, gdyż miano piłkarza niespodziewanie przeskoczyło na pierwszą pozycję. Stojący obok Falcone, zmrużył oczy, zawzięcie łypiąc na Włocha, po czym przebierając kolorowe kule próbował odnaleźć tą o odpowiedniej masie. Następnie oczekując ustawienia kręgli w trójkąt na końcu toru z wypisanym zainteresowaniem na twarzy, zerknął w stronę stolika.
– Nie chcę być twoją nieprzyjaciółką – oznajmiła ostatecznie Viv, chwilowo zastanawiając się czy wypowiedziane zdanie jest gramatycznie poprawne. – Uwierz, że mi także jest trudno odnaleźć się w tej całej sytuacji – kontynuowała. – Zostawiłam rodzinę i przyjaciół na drugim końcu świata. Naprawdę za nimi tęsknię, kiedy ty masz wszystkich na wyciagnięcie ręki. Nie chcę psuć waszych relacji, więc jeśli chcesz wycofam się – wyrzuciła z siebie, zerkając znacząco w stronę rozentuzjazmowanych Włochów.
Czekoladowe tęczówki dziewczyny w końcu padły na twarz blondynki. Owszem, zazdrość całkowicie przemawiała przez jej osobę a w tym momencie na język cisnęła się wyłącznie jedna, wiele znacząca odpowiedź: „tak, chcę”. Jednak musiała powstrzymać własne chęci i uprzedzenia, ponieważ wiedziała, iż wtedy Davide mógłby nie wybaczyć jej tego dziecinnego i egoistycznego zachowania, nawet, jeżeli ich przyjaźń trwała od dawna.
Z drugiej strony, Marisie, nawet nie przeszło przez myśl, iż Amerykance nadgorliwi rodzice także narzucili towarzystwo na dwa tygodnie. Przecież podobnie jak ona mogła posiadać własne plany, które skrzyżowały się z decyzją rodzicieli. Obie miały po siedemnaście lat i być może rodzice obydwóch mieli ten sam dziwny zwyczaj decydowania o życiu swoich córek, bez brania pod uwagę ich pragnień.
– Davide to przecież nie twój chłopak, prawda. – Bardziej stwierdziła, niźli spytała. Zaciskając usta w wąską linię, chwyciła swój plastikowy kubeczek z jabłkowym sokiem, zamówionym w miejscowej bufecie.
Czarnowłosa ściągnęła brwi, równocześnie zgryzając delikatnie dolną wargę. Zrozumiała, że chociaż Amerykanka chciała się podobać, nie miała najmniejszego zamiaru wchodzić jej w drogę. Poza tym Fabrizio z pewnością miał rację: Vivienne zależało na Davide, a więc jakikolwiek, bliższy kontakt z Terrenzio, nie wchodził w rachubę. Zresztą ojciec nie byłby do tego zdolny. Karcąc własne myśli posłała nikły uśmiech blondynce.
– Davide to mój przyjaciel. Mój najlepszy przyjaciel – odpowiedziała w końcu, starając się wymawiać słowa jak najwyraźniej. – Ale nie jesteśmy zakochani i nigdy nie byliśmy parą – uzupełniła, podrygując delikatnie głową.
– Hm… A Fabrizio? – Uniosła nieznacznie brwi w górę.
Viv w pierwszych dniach pobytu w Mediolanie odniosła dziwne wrażenie, iż ta dwójka miała się ku sobie. Doskonale wiedziała, że często damsko-męska przyjaźń przeradzała się w coś więcej. Jednak, aby nie zniweczyć tej głębokiej więzi  podstawą było to, aby obie osoby świadomie i z wielkim pragnieniem przechodziły do związku.
– Z Fabrizio jest podobnie. – Dostrzegła lekkie rumieńce pod jej opalenizną oraz wzrok uciekający na ekran telewizora, gdzie ciągle królował Dade. – A ty? Jesteś zakochana? – spytała, obserwując zawiedzionego Fabrizio, który po dwóch oddanych rzutach strącił wyłącznie pięć kręgli. – Chciałabym, żebyś powiedziała mi prawdę.
– Zakochana? – powtórzyła czując wywracający się żołądek.
– No wiesz… Ty i Davide? To tak na poważnie?
Nie była pewna, czy dobrze zrozumiała, ale Marisa spojrzała na nią uważnie. Oczekiwała uczciwej odpowiedzi, ale Vivienne nie miała pojęcia, co mówiło serce. Niestety w tak krótkim okresie czasu nie potrafiła sprecyzować własnych uczuć, choć świadomie wiedziała, że przywiązała się do obecności Davide. Tylko czy to wystarczało, aby mówić o zakochaniu?
W ogóle, co miała teraz do stracenia? Przecież nawet, jeżeli zakochała się w Dade to mimo szczerych chęci dzieląca odległość Miami od Mediolanu zrobiłaby swoje. Czy wierzyła w związki na odległość? Wprawdzie nigdy wcześniej nad tym nie myślała, ponieważ dotychczasowi partnerzy zamieszkiwali jej rodzinne miasto.
– Marisa, teraz twoja kolej.
Niespodziewanie przy stoliku zjawił się uradowany Santon, dzięki czemu blondynka wyraźnie odetchnęła z ulgą. Nie miała ochoty na rozmowę na ten temat, dopóty sama nie rozezna się we własnym sercu i rozumie. Piłkarz zajął miejsce tuż obok Vivienne, a posyłając serdeczny uśmiech Marisie, objął blondynkę ramieniem. Gdy Passante spokojnym krokiem pomaszerowała w kierunku kul, dziewczyna odchyliła głowę do tyłu, lekko opierając tył karku o bark piłkarza i cicho westchnęła.
– Mam nadzieję, że się znowu nie pokłóciłyście? – spytał.
Pokręciła głową. Unikając podejrzliwego spojrzenia bruneta, w głowie huczały jej słowa Risy. Wyczuwszy przelotne muśnięcie ust na swoim policzku, przybrała na twarzy śladowy uśmiech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz