Rozdział 12


Na sklepieniu niebieskim zgasły ostatnie promienie słoneczne, tym samym pozwalając, aby poświata nocy zawładnęła wschodnią półkulą ziemi. Letni, nieco chłodny wiatr wiejący z południowego zachodu, natarczywie przenikał korony drzew, sprawiając, iż cichą okolicę przeszywał przenikliwy szelest. Napędzał przyjemną harmonią, z subtelnym przydźwiękiem płynącego w pobliżu wąskiego strumyku i donośnym, syczącym dźwiękiem, ukrytych pośród zielonych traw pasikoników.
Niebieskooka błądziła wzrokiem po usłanym gwiazdami niebie, odnajdując wśród najjaśniejszych ciał konstelacji, gwiazdozbiory nie widoczne zimową porą. Zbiory widziane gołym okiem w Stanach Zjednoczonych różniły się od tych przypisanych szczególnie Europie południowej. Częstokroć siedząc samotnie na plaży zachwycała się wieczornym niebem.
Davide leżąc obok, z dłońmi luźno wsuniętymi pod głowę, przyglądał się skomplikowanej plątaninie dębowych gałęzi, podczas gdy wiatr delikatnie wzmagał się wraz z nadchodzącym wieczorem. Od dziecka preferował spokojne miejsca, ponieważ w takich lokalizacjach, jak ta polanka na obrzeżach miasta, bezproblemowo mógł dać upust emocjom, uczuciom i złości.
Zaskakujące milczenie jasnowłosej, w żadnym stopniu go nie krępowało. Vivienne pod wieloma aspektami przywodziła mu na myśl szyfr. Stosunkowo mało o niej wiedział, ale z pewnością stanowiła przeciwieństwo poprzedniej dziewczyny, która była przewidywalna, niegroźna, a przebywając w jej towarzystwie doskonale wiedział, czego może się spodziewać, nawet, jeśli w gruncie rzeczy, tego nie pragnął. Z Viv sprawa wyglądała kompletnie inaczej, ponieważ intuicyjnie wiedział, że jest inna. Nie przyklejała innym etykietek, bo sama wymykała się ocenie, co wydało mu się odświeżające i atrakcyjne.
Bezgłośnie westchnąwszy, przechylił głowę w bok, ukradkiem zerkając na jasnowłosą. Gdy rzuciła mu mimowolny, nieoczekiwany uśmiech, odniósł wrażenie, że czytała w myślach.
– Myślisz, że ponad chmurami coś jest? – spytała niespodziewanie, ponownie zadzierając podbródek w górę. Ściągnął mocno brwi, usta zacisnął w wąską linię, podążając za jej wzrokiem. – Nad galaktyką? Tam gdzie ludzie jeszcze nie zdołali dotrzeć? – Jej amerykański akcent wypełnił swoim dźwiękiem jego uszy.
Swoimi nieprzewidzianymi pytaniami zupełnie zbiła go z tropu, gdyż nigdy podobne myśli nie przeszły mu przez głowę. Nie wiedział, co powiedzieć.
– Chcesz wiedzieć, co mój tata odpowiadał, gdy będąc mała dziewczynką, pytałam o to? – Uśmiechnęła się łagodnie, odważnie zerkając w ciemne tęczówki piłkarza. Skinął powoli głową. – Według niego będzie to miejsce wolne od przeznaczenia. Bez złego podejścia do życia i ciągłego szukania szczęścia.
– Czyli uważa, że tam możemy być tym kim tylko zechcemy? – Ciepły głos Davide w połączeniu ze specyficznym akcentem, kiedy w jej towarzystwie posługiwał się językiem angielskim był dźwiękiem, w jakim ostatnimi czasy się zadurzyła. – Twój ojciec to poeta? – spytał.
– Nie. – Roześmiała się cicho, odwracając wzrok na rozgwieżdżony nieboskłon. Matta nigdy nie pociągała poezja, a regały książkowe w domu, w głównej mierze wypełniały lektury prawnicze, bądź architektoniczne – Jest adwokatem i najwspanialszym mężczyzną, jakiego znam. – Z tęga miną zaczesała warstwę grubych włosów w tył.
Ponownie zapadła cisza, przeszywana różnymi dźwiękami, począwszy od szumu wiotkich gałązek krzewów a kończąc na świergocie nocnego ptactwa.
Piłkarz dostrzegł, od czasu do czasu, przelotny uśmiech na buzi dziewczyny, jakby przypominała sobie śmieszne historie i wydarzenia, o których mu wciąż nie opowiedziała.
Z zainteresowaniem spojrzał na blondynę.
– O czym myślisz? – zapytał w końcu, gdy chłodny powiew wiatru, ponownie dał o sobie znać.
– Dlaczego to cię interesuje? – Zwróciła ku niemu wzrok.
– Daj mi odetchnąć, Viv – poprosił, ściągając brwi i spoglądając na jej twarz, rozświetloną blaskiem księżyca. Leżał na tyle, blisko, iż zaobserwował tlące się w oczach, radosne iskierki. – Staram się. Nie zauważyłaś jeszcze?
– Tego się obawiałam. – Zmrużyła oczy, unikając kontaktu wzrokowego z Dade. – Wiesz, co najbardziej mnie niepokoi? – spytała ciszej, nabierając głośno powietrza do ust. – Uhm, za tydzień wyjeżdżam do Miami.
Nie wiedziała, dlaczego, ale przez pierwszy tydzień pobytu w Mediolanie, bardzo przywiązała się do włoskiego klimatu, kultury i panujących w tym miejscu zasad. To miasto pod wieloma względami różniło się od zamieszkiwanego Wschodniego Wybrzeża. Wiecznie słoneczną Florydę nad Atlantykiem mocno kochała i wielbiła z masy powodów. Wyjątkowo brakowało jej bliskich osób, a przede wszystkim Penny. To zawsze z nią mogła porozmawiać na każdy dręczący temat, podzielić skrywanym sekretem, najgorszą prawdą, a pomimo tego zawsze służyła dobrą radą. Rozmowa przez kamerkę internetową nie była tym samym.
– Mnie również – odpowiedział zgodnie z rzeczywistością.
Mimowolnie przybrała na twarzy delikatny uśmiech, dodający ciepła lazurowemu spojrzeniu. Odwzajemnił gest, jednak nie w tym doskonale znanym, charakterystycznym oraz cwaniackim stylu, lecz zdecydowanie serdeczniej i czulej.
Nagle sylwetka Włocha drgnęła, a podparłszy ciało twardo na łokciu, jego głowa znalazła się tuż nad twarzą Viv. Na policzku zdołała wyczuć subtelne dotknięcie chłodnych palców, podczas gdy delikatna woń drogich perfum wypełniła nozdrza, otulając zapachem, jaki przez ostatnie dni niesamowicie sobie umiłowała.
Delikatnie musnął jej usta swoimi wargami, tym samym czując słodki smak malinowego błyszczyka. Momentalnie wyczuł jak dłonie dziewczyny powędrowały na jego umięśnione barki; w pierwszej chwili był nieomalże pewien, że chce go odepchnąć, ale nie zrobiła tego.
Bez oporów pozwoliła pogłębić pocałunek, równocześnie smakując miękkich i ciepłych ust Włocha. Całował zupełnie inaczej, bowiem w tym, co robił nie odczuwała niczego władczego, ani w pewnym sensie zmuszającego do uległości.
Kiedy odsunął się, poczuła, że krew napływa jej do twarzy. Pocałunek poniekąd nie przypominał porażających i obezwładniających, jak w filmach, jednakże szybko uświadomiła sobie, iż właśnie czegoś takiego oczekiwała od Davide.

Wieczorne niebo mieniło się tysiącem gwiazd. Godzina wcale nie należała do późnych, gdyż dochodziła zaledwie dziesiąta wieczorem. Fabrizio delikatnie podgłośnił radio w samochodzie, próbując skupić całą uwagę na oświetlonej drodze.
Poirytowany oraz dotknięty nieuzasadnionym zachowaniem, Marisy, zachowywał zimną krew. Gdy zauważył tylko, jak na twarzy Marisy malowało się rozczarowanie, zabrał ją d przydrożnego klubu. Za priorytet postawił sobie rozerwanie dziewczyny, jednakże za każdym razem, gdy próbował podzielić się istotnymi wskazówkami odnośnie snookera, słuchała go jednym uchem.
Tymczasem nieustannie powtarzała, że Davide Santon był ostatnim draniem, oszustem i klasycznym łajdakiem, który nie zawaha się przed niczym, aby osiągnąć to, co chce. Nagle rozłoszczony Fabrizio wcisnął przycisk wyłączający radio, po czym z przerażeniem spojrzał na przyjaciółkę.
– Daj w końcu spokój – powiedział, usłyszawszy, iż Dade zobaczy jeszcze, do czego jest zdolna. – To było do przewidzenia, że ta dziewczyna, spodoba się Davide. On jej zresztą też. To widać. – Wzruszył ramionami, przeczesując dłonią kruczoczarne włosy.
– Nigdy – odpowiedziała Risa z niezwykłą zaciętością. – Och, jakie to słodkie. Szkoda, że narcyzy ją nie kręcą. – Skrzyżowała ręce, zakładając wściekle nogę na nogę.
– Poczekaj sekundę. – Prychnął, mrużąc oczy i zerknął na nastolatkę. – Ostatecznie Davide jest wolny i ma prawo robić, co chce. Nie zabronisz mu tego, a swoim zachowaniem działasz na swoją niekorzyść. Jak z pewnością zdołałaś już zauważyć. – Ostatnie zdanie wypowiedział z przesadną ironią.
– Czyli według ciebie, wolno mu nas okłamywać? – spytała, ściągając usta i unosząc wysoko brwi. – Wystarczyło powiedzieć, że woli tę… – Szukała jakiegoś trafnego określenia, jednak dostrzegając znaczący wzrok Fabrizio, zrezygnowała. – Że woli tę dziewczynę, niż nasze towarzystwo. Cholera, nie znoszę jej, wiesz? Rozwala całe nasze wakacje!
Twoje wakacje. – Sprostował, podkreślając pierwszy wyraz neutralnym tonem. – Pozwól, że będziemy decydować za siebie.
– Ach, tak? – Zerknęła rozgoryczona na mijane budynki za oknem. – Bo tobie to nie przeszkadza, że każdy z nas będzie od teraz działał wyłącznie na własną rękę…
– Posłuchaj, to przecież tylko jeden raz i w dodatku nie wiemy nawet, dlaczego Dade nie przyszedł. Być może, kiedy wrócisz do domu Vivienne będzie tam siedziała, albo włóczyła z Gaią. Mówiłaś, że złapały doskonały kontakt. – Próbował załagodzić sytuację, która pomału wymykała się spod kontroli. – Upewnij się, zanim zaczniesz się znowu denerwować.
Passante spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami, w głębi duszy przyznając rację. Obwiniała Amerykankę nie mając wystarczających dowodów na jej winę. A fakt, iż spotykała się z jej najlepszym przyjacielem, nie był wystarczający, aby ją oskarżać. Wzięła kilka głębokich wdechów, próbując ochłonąć i pozostać spokojną.
Udawało jej się to do pewnego momentu, gdy zatrzymując się pod oliwkowego koloru domem przy Via Sesto Calende, ujrzeli niedaleko zaparkowanego, doskonale znanego, srebrzystego Opla.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz