Na
sklepieniu niebieskim zgasły ostatnie promienie słoneczne, tym samym
pozwalając, aby poświata nocy zawładnęła wschodnią półkulą ziemi. Letni, nieco
chłodny wiatr wiejący z południowego zachodu, natarczywie przenikał korony
drzew, sprawiając, iż cichą okolicę przeszywał przenikliwy szelest. Napędzał
przyjemną harmonią, z subtelnym przydźwiękiem płynącego w pobliżu wąskiego
strumyku i donośnym, syczącym dźwiękiem, ukrytych pośród zielonych traw
pasikoników.
Niebieskooka
błądziła wzrokiem po usłanym gwiazdami niebie, odnajdując wśród najjaśniejszych
ciał konstelacji, gwiazdozbiory nie widoczne zimową porą. Zbiory widziane gołym
okiem w Stanach Zjednoczonych różniły się od tych przypisanych szczególnie Europie
południowej. Częstokroć siedząc samotnie na plaży zachwycała się wieczornym
niebem.
Davide leżąc
obok, z dłońmi luźno wsuniętymi pod głowę, przyglądał się skomplikowanej
plątaninie dębowych gałęzi, podczas gdy wiatr delikatnie wzmagał się wraz z
nadchodzącym wieczorem. Od dziecka preferował spokojne miejsca, ponieważ w
takich lokalizacjach, jak ta polanka na obrzeżach miasta, bezproblemowo mógł
dać upust emocjom, uczuciom i złości.
Zaskakujące
milczenie jasnowłosej, w żadnym stopniu go nie krępowało. Vivienne pod wieloma
aspektami przywodziła mu na myśl szyfr. Stosunkowo mało o niej wiedział, ale z
pewnością stanowiła przeciwieństwo poprzedniej dziewczyny, która była
przewidywalna, niegroźna, a przebywając w jej towarzystwie doskonale wiedział,
czego może się spodziewać, nawet, jeśli w gruncie rzeczy, tego nie pragnął. Z
Viv sprawa wyglądała kompletnie inaczej, ponieważ intuicyjnie wiedział, że jest
inna. Nie przyklejała innym etykietek, bo sama wymykała się ocenie, co wydało
mu się odświeżające i atrakcyjne.
Bezgłośnie
westchnąwszy, przechylił głowę w bok, ukradkiem zerkając na jasnowłosą. Gdy
rzuciła mu mimowolny, nieoczekiwany uśmiech, odniósł wrażenie, że czytała w
myślach.
–
Myślisz, że ponad chmurami coś jest? – spytała niespodziewanie, ponownie
zadzierając podbródek w górę. Ściągnął mocno brwi, usta zacisnął w wąską linię,
podążając za jej wzrokiem. – Nad galaktyką? Tam gdzie ludzie jeszcze nie zdołali
dotrzeć? – Jej amerykański akcent wypełnił swoim dźwiękiem jego uszy.
Swoimi
nieprzewidzianymi pytaniami zupełnie zbiła go z tropu, gdyż nigdy podobne myśli
nie przeszły mu przez głowę. Nie wiedział, co powiedzieć.
–
Chcesz wiedzieć, co mój tata odpowiadał, gdy będąc mała dziewczynką, pytałam o
to? – Uśmiechnęła się łagodnie, odważnie zerkając w ciemne tęczówki piłkarza.
Skinął powoli głową. – Według niego będzie to miejsce wolne od przeznaczenia. Bez
złego podejścia do życia i ciągłego szukania szczęścia.
–
Czyli uważa, że tam możemy być tym kim tylko zechcemy? – Ciepły głos Davide w
połączeniu ze specyficznym akcentem, kiedy w jej towarzystwie posługiwał się
językiem angielskim był dźwiękiem, w jakim ostatnimi czasy się zadurzyła. –
Twój ojciec to poeta? – spytał.
–
Nie. – Roześmiała się cicho, odwracając wzrok na rozgwieżdżony nieboskłon. Matta
nigdy nie pociągała poezja, a regały książkowe w domu, w głównej mierze
wypełniały lektury prawnicze, bądź architektoniczne – Jest adwokatem i
najwspanialszym mężczyzną, jakiego znam. – Z tęga miną zaczesała warstwę
grubych włosów w tył.
Ponownie
zapadła cisza, przeszywana różnymi dźwiękami, począwszy od szumu wiotkich
gałązek krzewów a kończąc na świergocie nocnego ptactwa.
Piłkarz
dostrzegł, od czasu do czasu, przelotny uśmiech na buzi dziewczyny, jakby
przypominała sobie śmieszne historie i wydarzenia, o których mu wciąż nie
opowiedziała.
Z
zainteresowaniem spojrzał na blondynę.
–
O czym myślisz? – zapytał w końcu, gdy chłodny powiew wiatru, ponownie dał o
sobie znać.
– Dlaczego
to cię interesuje? – Zwróciła ku niemu wzrok.
–
Daj mi odetchnąć, Viv – poprosił, ściągając brwi i spoglądając na jej twarz,
rozświetloną blaskiem księżyca. Leżał na tyle, blisko, iż zaobserwował tlące
się w oczach, radosne iskierki. – Staram się. Nie zauważyłaś jeszcze?
– Tego się
obawiałam. – Zmrużyła oczy, unikając kontaktu wzrokowego z Dade. – Wiesz, co
najbardziej mnie niepokoi? – spytała ciszej, nabierając głośno powietrza do
ust. – Uhm, za tydzień wyjeżdżam do Miami.
Nie wiedziała, dlaczego, ale przez pierwszy tydzień pobytu w
Mediolanie, bardzo przywiązała się do włoskiego klimatu, kultury i panujących w
tym miejscu zasad. To miasto pod wieloma względami
różniło się od zamieszkiwanego Wschodniego Wybrzeża. Wiecznie słoneczną Florydę
nad Atlantykiem mocno kochała i wielbiła z masy powodów. Wyjątkowo brakowało
jej bliskich osób, a przede wszystkim Penny. To zawsze z nią mogła porozmawiać
na każdy dręczący temat, podzielić skrywanym sekretem, najgorszą prawdą, a
pomimo tego zawsze służyła dobrą radą. Rozmowa przez kamerkę internetową nie
była tym samym.
– Mnie również – odpowiedział zgodnie z rzeczywistością.
Mimowolnie przybrała na twarzy delikatny uśmiech, dodający ciepła
lazurowemu spojrzeniu. Odwzajemnił gest, jednak nie w tym doskonale znanym,
charakterystycznym oraz cwaniackim stylu, lecz zdecydowanie serdeczniej i
czulej.
Nagle sylwetka Włocha drgnęła, a podparłszy ciało twardo na
łokciu, jego głowa znalazła się tuż nad twarzą Viv. Na policzku zdołała wyczuć subtelne
dotknięcie chłodnych palców, podczas gdy delikatna woń drogich perfum wypełniła
nozdrza, otulając zapachem, jaki przez ostatnie dni niesamowicie sobie
umiłowała.
Delikatnie
musnął jej usta swoimi wargami, tym samym czując słodki
smak malinowego błyszczyka. Momentalnie wyczuł jak dłonie dziewczyny
powędrowały na jego umięśnione barki; w pierwszej chwili był nieomalże pewien,
że chce go odepchnąć, ale nie zrobiła tego.
Bez oporów
pozwoliła pogłębić pocałunek, równocześnie smakując miękkich i ciepłych ust
Włocha. Całował zupełnie inaczej, bowiem w tym, co robił nie odczuwała niczego
władczego, ani w pewnym sensie zmuszającego do uległości.
Kiedy odsunął się,
poczuła, że krew napływa jej do twarzy. Pocałunek poniekąd nie przypominał
porażających i obezwładniających, jak w filmach, jednakże szybko uświadomiła
sobie, iż właśnie czegoś takiego oczekiwała od Davide.
Wieczorne
niebo mieniło się tysiącem gwiazd. Godzina wcale nie należała do późnych, gdyż dochodziła
zaledwie dziesiąta wieczorem. Fabrizio delikatnie podgłośnił radio w
samochodzie, próbując skupić całą uwagę na oświetlonej drodze.
Poirytowany
oraz dotknięty nieuzasadnionym zachowaniem, Marisy, zachowywał zimną krew. Gdy
zauważył tylko, jak na twarzy Marisy malowało się rozczarowanie, zabrał ją d
przydrożnego klubu. Za priorytet postawił sobie rozerwanie dziewczyny, jednakże za każdym razem, gdy próbował podzielić się istotnymi
wskazówkami odnośnie snookera, słuchała go jednym uchem.
Tymczasem
nieustannie powtarzała, że Davide Santon był ostatnim draniem, oszustem i klasycznym
łajdakiem, który nie zawaha się przed niczym, aby osiągnąć to, co chce. Nagle rozłoszczony
Fabrizio wcisnął przycisk wyłączający radio, po czym z przerażeniem spojrzał na
przyjaciółkę.
– Daj w końcu
spokój – powiedział, usłyszawszy, iż Dade zobaczy jeszcze, do czego jest
zdolna. – To było do przewidzenia, że ta dziewczyna, spodoba się Davide. On jej
zresztą też. To widać. – Wzruszył ramionami, przeczesując dłonią kruczoczarne
włosy.
– Nigdy –
odpowiedziała Risa z niezwykłą zaciętością. – Och, jakie to słodkie. Szkoda, że
narcyzy ją nie kręcą. – Skrzyżowała ręce, zakładając wściekle nogę na nogę.
– Poczekaj
sekundę. – Prychnął, mrużąc oczy i zerknął na nastolatkę. – Ostatecznie Davide
jest wolny i ma prawo robić, co chce. Nie zabronisz mu tego, a swoim zachowaniem
działasz na swoją niekorzyść. Jak z pewnością zdołałaś już zauważyć. – Ostatnie
zdanie wypowiedział z przesadną ironią.
– Czyli według
ciebie, wolno mu nas okłamywać? – spytała, ściągając usta i unosząc wysoko
brwi. – Wystarczyło powiedzieć, że woli tę… – Szukała jakiegoś trafnego
określenia, jednak dostrzegając znaczący wzrok Fabrizio, zrezygnowała. – Że
woli tę dziewczynę, niż nasze towarzystwo. Cholera, nie znoszę jej, wiesz?
Rozwala całe nasze wakacje!
– Twoje wakacje. – Sprostował,
podkreślając pierwszy wyraz neutralnym tonem. – Pozwól, że będziemy decydować
za siebie.
– Ach, tak? – Zerknęła
rozgoryczona na mijane budynki za oknem. – Bo tobie to nie przeszkadza, że
każdy z nas będzie od teraz działał wyłącznie na własną rękę…
– Posłuchaj,
to przecież tylko jeden raz i w dodatku nie wiemy nawet, dlaczego Dade nie
przyszedł. Być może, kiedy wrócisz do domu Vivienne będzie tam siedziała, albo
włóczyła z Gaią. Mówiłaś, że złapały doskonały kontakt. – Próbował załagodzić
sytuację, która pomału wymykała się spod kontroli. – Upewnij się, zanim
zaczniesz się znowu denerwować.
Passante
spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami, w głębi duszy przyznając rację.
Obwiniała Amerykankę nie mając wystarczających dowodów na jej winę. A fakt, iż
spotykała się z jej najlepszym przyjacielem, nie był wystarczający, aby ją
oskarżać. Wzięła kilka głębokich wdechów, próbując ochłonąć i pozostać
spokojną.
Udawało jej
się to do pewnego momentu, gdy zatrzymując się pod oliwkowego koloru domem przy
Via Sesto Calende, ujrzeli niedaleko zaparkowanego, doskonale znanego, srebrzystego
Opla.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz