Dzień
zdecydowanie należał do jasnych, słonecznych i przede wszystkim upalnych. Niebo
spowite delikatnym błękitem było leciutko przymglone z ledwo dostrzegalnymi
odcieniami stalowej szarości. Słońce powoli chowało się za horyzontem,
ostatkiem sił wysyłając gorące promienie, śmiało rzucające na nieboskłon
krwistą poświatę. Od wschodu wiał ciepły wietrzyk, dzięki któremu nieznośny
upał, rozkosznie przenikał poprzek ciała, a niezmąconą ciszę przeszywały szumy
fal oraz śpiew nadmorskich zwierząt.
Aksamitne
promienie gwiazdy dnia, oblewały złotą, rozgrzaną słońcem plażę w niezwykle
pięknym, skąpanym w intensywnych kolorach natury Miami – mieście położonym w
stanie Floryda w USA. Dwoje nastolatków siedziało nieopodal brzegu, przy którym
grupami spacerowali szczęśliwi oraz uśmiechnięci ludzie. Wysoko nad ich
głowami, jak opętane, szalonymi pętlami, ganiały się mewy wrzaskliwie
przekrzykując siebie wzajemnie.
– Posłuchaj,
Vivie, wpadł mi do głowy pewien pomysł – zaczął jasnowłosy chłopak, patrząc na
swoją towarzyszkę spod przymrużonych oczu. – Nie miałabyś ochoty przejechać się
ze mną do Key West w następny weekend? Mój przyjaciel, Jonathan Donovan,
zamierza w przyszłym tygodniu urządzić imprezę na swoim jachcie – wyjaśnił z
uśmiechem.
Duże, jasnoniebieskie
oczy Sebastiana Chambersa, dziewiętnastoletniego studenta prawa Florida International
University, przeszywały ją na wskroś, sprawiając, że dostrzegła w nich tańczące
iskierki szczęścia. Viv, cicho westchnąwszy, przeniosła wzrok na zachodzące
słońce. Kątem oka zdołała zauważyć, jak turyści z niezwykłym zainteresowaniem
przyglądali się temu zjawisku, robiąc na kolorowym tle upamiętniające
fotografie.
– Nic z tego.
Będę już we Włoszech – rzekła w końcu, goniąc spojrzeniem albatrosa wędrownego,
który zwinnym ruchem dał nura do wody.
– We Włoszech?
–Blondyn sprawiał wrażenie zaskoczonego. – Jak to?
– Znajomy mamy
mieszka w Mediolanie. W ubiegłe święta zadecydowała, że wyjazd do Włoch z
pewnością będzie moim wymarzonym – powiedziała z przekąsem, gdyż początkowo w posiadłości
państwa Wainwright’ów, powstała mała konfrontacja z tegoż powodu.
– No to, co
będzie z nami? – spytał z wyczuwalną troską w głosie.
– Sebastian… Nie
ma żadnych nas – oznajmiła niepewnie Vivienne,
lustrując wzrokiem twarz chłopaka. Długa, prosta grzywka opadająca na czoło,
wchodziła mu do oczu. – No, przynajmniej na razie…
– A w
przyszłości? Po twoim powrocie? – Zerknął na nią uważnie.
– Uhm, wiesz,
że bardzo cię lubię, ale… – Skierowała wzrok na koronkowe baleriny, a dłonie
zanurzyła w ziarnach piasku. Ostatnie, czego chciała to zranić jego uczucia. –
Spotkamy się za dwa tygodnie, kiedy wrócę, dobrze?
Chłopak bez
entuzjazmu skinął wyłącznie głową. Vivie, nagle poczuła, jak nieoczekiwana
spazma gniewu zapanowała jej drobnym ciałem. Pod żadnym pozorem nie lubiła
komukolwiek przysparzać smutku, szczególnie komuś tak bliskiemu, jak Chambers.
Z natury była wielkoduszna, jednak czasami pewne sprawy wymykały jej się spod
kontroli.
– Cześć,
Sebastian, trzymaj się. – Uśmiechnąwszy się, cmoknęła go w policzek, po czym pośpiesznie
ruszyła w kierunku wyjścia z plaży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz